"...Jerzyk
zaczerwienił się po czubki uszu, aż wydawało się, że jego przeraźliwie
niebieskie góralskie oczy zaświeciły się. - To nie ja ciociu.Ja
uważałem.Kawka wybuchnął rechotliwym urywanym uśmiechem. - Bez pół
litry nie razbierosz. No, pani Matuszkowa, trzeba coś postawić.Matuszkowa
stanęła bezradnie na środku kuchni i patrzyła to na Jerzyka, to
na górala, to na męża (...) - Koniec piciów. Idźcie już, jutro wigilia,
macie robotę w domach..."
Żurek (fragment)
|